O mnie

Moje zdjęcie
Nazywam się SocjoTechnika. Jestem osobą,jaką jestem. Skazana za groźby karalne, osoba niegdyś często popadająca w konflikty z prawem,dziś starająca się mediować. Opowiadam się bardzo za mediacjami oraz tego,aby szerzyć mediacje od najmłodszych lat i stawiam to jako cel aby móc uczyć mediacji innych bez względu na wiek. Nie rozumiem po co uczyć się języków obcych skoro można uczyć się komunikacji międzyludzkiej. Życie powinno toczyć się według zasad zgodnych z zasadami fair play. Skazana 21 grudnia 2009, aresztowana 9 kwietnia 2015 i wyszłam na wolność 20 października 2015 uczę się żyć na nowo.

Oto ja a za mną kraty ZK:

Oto ja a za mną kraty ZK:
Blog ten powstał z mej inicjatywy gdy byłam w ZK

czwartek, 4 czerwca 2026

Dawno temu, w Wolnej już Polsce czyli rzecz o 4 czerwca-tak ale w 2008 roku

 Pamiętam jak dziś ten dzień i jak go spędziłam. Opisywałam ten dzień już kiedyś tutaj na tymże oto blogu. Był 4 czerwca 2008. Tego oto dnia rano jak zwykle musiałam jechać na zajęcia w tym durnym WSZIF-ie jak i wyjechałam z domu autobusem jaki był o godzinie 5:35 wtedy z mojej miejscowości i jechał do Wrocławia. Gdy jechałam tym autobusem zaczynałam slę źle czuć-nie tylko fizycznie ale i psychicznie. Jak przejeżdżałam przez Aleję bodajże Kochanowskiego tam gdzie jest Zacisze we Wrocławiu pamiętam jak dziś-siedziałam z tyłu zaraz za kierowcą a w radiu właśnie emitowano jak to smutnie Brodka śpiewała:

"Żoną miałam być. Miał być ślub. I wesele też."

Od razu pomyślałam sobie wtedy o tym historyku jaki miał wtedy 56 lat a 16 października 2008 skończył dopiero 57 jak i że byłam niby w nim zakochana dla jaj. Tak jest, to był niejkai pan Pledger jak go nazywałam wtedy. A za rok miałam już prawie widmo procesu za sobą. No ale mniejsza z tym. Gdy zajechałam to poszłam na zajęcia jakie miałam mieć właśnie z nim na godzinę około 8 rano. Zajęcia miały być przy ulicy Sieradzkiej w sali gdzie jest obok biblioteka gdzie pracowała wówczas Książycowa Dziewczyna jaka była świadkiem mej fascynacji tym człowiekiem oraz jeszcze było też w tym  samym z tyłu budynku jakieś xero.

Ale tego dnia nie wiedziałąm o tym lub zapomniałam,ze zajęcia z historykiem zostały odwołane jak i nie wiedziałam jego tego dnia i byłam bardzo rozczarowana przez to,że mój książę zza mostu Trzebnickiego jaki tam mieszkał za żywota nie zjawił się. Jak w ten piosence Brodki z tym,że on był żonaty. Gdy szłam z ul Sieradzkiej na tramwaj to w kiosku jaki był naprzeciwko WSZIFu kupiłam sobie jak zwykle nowy numer czasopisma z Witch jakie w tamtych czasach było popularne. Czytałam je jadąc w tramwaju na ulicę Łąkową i jechałam linią 7.

Gdy zajechałam na miejsce to tam jak zwykle były zgrzyty no i oczywiście nie rozumiałam się nigdy z tymi osobami jakie studiowały ze mną. Jedyną jakąkolwiek pozytywną relację miałam z tym historykiem ale nie była to relacja romantyczna ani miłośna. Mniejsza z tym. Tego właśnie dnia czyli 4 czerwca 2008 bardzo źle się czułam. No i oczywiście gdy wyszliśmy z grupą przed budynek na Łąkowej to nagle coś tam gadałam do osób jakie ze mną były przed tym budynkiem,że "tu stał kiedyś meczet". To usłyszała pani Katarzyna Giereło-Klimaszewska przez jaką do dziś nie mogłam była pójśc studiować na KANS w Jeleniej Górze bo ona tam jest i ona mnie tej daty poprawiła właśnie,że "tu stałą kiedyś synagoga. Czy pani wie co to jest meczet???"-takie zadała mi pytanie.

Ja już w ogóle tego dnia byłam tak zmęczona,że chciałam jak najszybciej wrócić do domu albo odpocząc na swoim ukochanym Nadodrzu... No i po zajęciach poszłam jeszcze o własnych siłach na pociąg. Gdy prechodziłam obok tych czerwonych gmachów np sądu i te inne wielkie budynki jakie się ciągną to idąc zauważyłam wtedy tablicę upamiętniającą ofiary terroru stalinowksiego jakie tam miały niby zginąc. Bardzo kochałam historię i byłam w szoku tego dnia i pozostawiło mi to wielki niesmak.

Do domu zajechałam z Nadodrza pociągiem bo nie lubiłam nigdy dworca głównego. Jakoś tak około godziny 16 bodajże tego dnia-4 czerwca 2008 obiegła wieść Polskę,że "Agata Mróz nie żyje". Zmarłą tego dnia we Wrocławiu w szpitalu onkologicznym na Bujwida. I tak mi oto minął dzień 4 czerwca 2008 roku. Zanim to jeszcze miałam procesy i zanim to jeszcze miłośc do Pledgera mnie zniszczyła.

Wiecie co-4 czerwca to według tego co podaje magazyn i strony o Witch to są urodziny tej rypanej jedynaczki Hay Lin Lin jaką to babcia też była czarodziejką zanim ona się nią stała!!! Nigdy nie lubiłąm jedynaczek bo są wkurzające a co za tym idzie nie znoszę tej postaci. Tak więc oto minął mi w 2008 roku ten dzień-19 lat wtedy było Wolnej i Młodej Polski...

Pamiętam jak bawiłam się w porcie na Nadodrzu w Lecha Wałęsę no i udawałam,że Port na Nadodrzu to Stocznia Gdańska. Można by się było martwić gdybym się bawiła w erotyczne gry z przygodnymi facetami co mi wtedy radzono niż abym miała bawić się lalkami czy czytać inne tam Witch ale naprawdę nie interesował mnie nigdy ani sex ani relacje międzyludzkie a drugiego człowieka mam do dziś za nic...

A tak wygląda ta Chinka Hay Lin z Witch co niby się 4 czerwca urodziła:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz