O mnie

Moje zdjęcie
Nazywam się SocjoTechnika. Jestem osobą,jaką jestem. Skazana za groźby karalne, osoba niegdyś często popadająca w konflikty z prawem,dziś starająca się mediować. Opowiadam się bardzo za mediacjami oraz tego,aby szerzyć mediacje od najmłodszych lat i stawiam to jako cel aby móc uczyć mediacji innych bez względu na wiek. Nie rozumiem po co uczyć się języków obcych skoro można uczyć się komunikacji międzyludzkiej. Życie powinno toczyć się według zasad zgodnych z zasadami fair play. Skazana 21 grudnia 2009, aresztowana 9 kwietnia 2015 i wyszłam na wolność 20 października 2015 uczę się żyć na nowo.

Oto ja a za mną kraty ZK:

Oto ja a za mną kraty ZK:
Blog ten powstał z mej inicjatywy gdy byłam w ZK

czwartek, 12 marca 2020

To dzięki nim zawdzięczam pobyt w ZK...

To zaczęło się w 2007 roku. Od października. Moje kłopoty z prawem eskalowały gdy to 1 kwietnia 2008 roku na równe pół roku po moim pójściu na studia zadzwonił do mnie policjant-Andrzej Ł.,który poinformował mnie,że zaprasza mnie w tej sprawie na przesłuchanie wyznaczone na datę 8 kwietnia 2008...
Czego dotyczyła sprawa??? Mego znęcania się nad panią rektor WSZIF-u,niejaką Grażyną B.S. oraz nad jej córką Aleksandrą. Obie te kobiety posądzały mnie o romans z ich mężem i ojcem-Mieczysławem,który był na tej uczelni dziekanem.
Przesłuchanie ostatecznie przesunięto z pewnych powodów na 10 kwietnia 2008 a ja musiałam się iść z tego tłumaczyć.
Mijały lata a pani Grażyna i jej córka Aleksandra stawały się coraz bardziej uciążliwe dla mnie,ponieważ osądzały mnie o groźby karalne wobec nich a daty 12.12.2008 pan Mieczysław zmarł we śnie. Wtedy powiedziałam jego żonie,że gdyby ona lepiej dbała o męża nie stałoby się nic pewnie... To przelało czarę goryczy.
Daty 26 czerwca 2009 roku dziekan,który go zastąpił po śmierci-był to Jan Ś. oznajmił mi,że:
"My już oddaliśmy sprawę do prokuratury. Wiadomo kto takie poglądy wyznawał i jak skończył(...)".
Po tych słowach postanowiłam na gwałt znaleźć pracę więc zatrudniłam się w jednym z podwrocławskich urzędów Miasta i Gminy jako archiwistka by móc zapłacić adwokatowi bo nie miałam z czego... Z owej pracy mnie wylano z powodu tego,że zmuszałam się do pracy.
Nie musiałam długo czekać na proces. Daty 3 listopada 2009 roku otrzymałam oficjalne powiadomienie o tym fakcie. Do akcji i pomocy mi wkroczył mój adwokat,na którego uzbierałam sobie pieniądze.
Ostatecznie proces zakończył się 21.12.2009 a ja od tamtej pory żyję z karą i zbrodnią jaką dokonałam a były to groźby karalne do rektorki WSZIF oraz jej córki...
WSZIF-to im zawdzięczam swój proces oraz fakt tego,że jestem dziś tym kim jestem...
Na taki los skazali mnie ci ludzie:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz