O tym aby próbować pisałam wiele razy już odkąd to zaczęłam blogować czyli od 20.01.2007 roku.. Najbardziej się to nasiliło u mnie po śmierci mego ukochanego historyka z daty 12.12.2008 a co dopiero już tym bardziej po moim procesie. Czarę goryczy jednak przelała śmierć mojego ulubionego DJ-a jakiego to ogłoszono,że zmarł daty 30 maja 2011 roku a dopiero 8 czerwca 2011 podano to do informacji publicznej...
Już gdy bywałam na Nadodrzu od niemal roku i gdy po kolejnej kłótni z Michaliną i z Kariną wtedy w listopadzie 2005 roku jak już niemal od roku przebywania na Nadodrzu miałam wszystkiego dosyć a pisana mi była samotność na Nadodrzu jak i podpieranie jednego z filarów na drugim peronie to dosyć często o tym myślałam słuchając utworu Techno autorstwa Kay Stone "Alone" jakiego to słowa głoszą:
" I`m dreaming of you every night
But when I wake up you`re out of sight
Loneliness destroys my brain
All I can feel now is the pain
Life lost the magic it once had
I wish I was not alive but dead
I have no future I won`t fight
'Cause yor`re not longer by my side"
Zawsze myslałam o tym "aby TO spróbować". I właśnie to dziś równe 15 lat temu-dokonałam swojej pierwszej w życiu próby... Jeszcze dwa dni przed swoją pierwszą w życiu próbą-dziś już jestem po 4 nieudanych ale żyje i uznałam,ze nie warto nic próbować bo można zostać roslinką po próbach a próby nie gwarantuja odejścia z tego świata to daty 13 czerwca 2011 roku byłam u Piotrka G. z Radawnic w jego pracy na ul Koszarowej. Powiedział mi wtedy że "jeśli będę go potrzebować to on przybędzie". I tak też było wtedy-przybył gdy go wzywałam po pierwszej mojej próbie...
Dzień przed próbą miałam różne wizje na temat życia i świata. Między innymi jak to ludzie zginęli w tym Tupolewie w Smoleńsku bo za duzo ludzi im źle życzyło i za dużo ludzi życzyło im śmierci albo,że na przykład poronienie jest tym co organizm wydala bo jest to selekcja naturalna i tylko silna wola walki i wola organizmu do życia potrafi przetrwać.
Data jaka wybrałam sobie na pierwszą w życiu próbę nie była przypadkowa... Miałam juz dośc tego całego WSZIF-u. Daty 15 czerwca 2010 roku czyli na mój równe rok przed moją pierwszą próbą obroniłam swój licencjat z politologii i żałuję tego do dziś,że udało mi sie go obronić. WSZIF mnie zniszczył i nie liczył sie z moim zdaniem. Dyplom ten spaliłam ale wspomnienia pozostają do dziś:
Ja-która życie ludzie miała za nic wtedy... Ja, która chciała zakończyć swój yt na tej pieknej Ziemi z racji tego co zrobił mi WSZIF... Tam na tym dyplomie sa podpisy tych osób jakie mnie do tego kroku wówczas pchnęły... Do dzis płaczę a żołądek mam taki jakbym wypiła przysłowiowego Kreta tak bardzo ziszczyły mnie wtedy te tabletki o jakich nie napiszę!!! Tłumione przez lata emocje aleksytymiczki czyli mnie popchnęły mnie wtedy by TO zrobić...
Dziś gdy widzę czy czytam o takich ludziach jacy zmarli około tej czerwcowej daty gdzie to ja chciałam odejśc z tego świata w 2011 roku i gdy czytam o np zamordowanej w 2019 roku Kristinie z Mrowin jaką zabił sąsiad Ani z Partynic czy nawet jak nie aż tak całiem dawno dowiedziałam sie o śmierci mojej Facebookowej znajomej-Iwonki jaka to bardzo kochała życie to naprawdę zastanawiam się jak wielkie szczęście ja miałam że żyję po tych 4 próbach jakie przeżyłam!!!
Dziś gdy jestem już sama bez zbędnych mi ludzi typu pseudo przyjaciel Piotrek G. z Radwanic czy mój durny pseudo brat Antoni i mam mało znajomych ale są przynajmniej szczerzy dla mnie i normalni a nie udający,że mnie lubią to czuję się jak Ken z Digimona. Miałam bowiem brata-ur 25.01.1984 a zmarły 16.06.1984... Ken z Digimona też uchodzi za inteligentnego a mnie to wkurza jak ktoś mi wmawia,,ze jestem "inteligentna" bo nic mnie bardziej nie wkurza jak inteligentność zwłaszcza WWO czyli ta co ją mają tacy ludzie-emocjonalna. Są różne typy inteligencji jak i można ją rozmieć począwszy jako geniusz matemetyczny a skończywszy na wielkiej empatii!!!
Jestem jak ten Ken z Digimona jaki stracił brata. Z tym,że mój brat urodził sie chory bo miał "dziurę" w sercu a brat Kena zginął w wyadku... Ja dziś żyję jak ten Ken z Digimona. Ale żyję i to jest najważniejsze. Są ludzie jacy tego szczęścia nie mieli by przeżyć a tak bardzo kochali życie czy żyć chcieli...
Tak wygląda ten Ken z Digimona powyżej... Trzyma w ręku zdjęcie zmarłego brata na jego pogrzebie. On jak i Ken nigdy się nie rozmieli i nie mieli ze soba dobrych relacji... Dziś ja już nic nie próbuję. Niechaj samotnośc mi będzie dalej pisana na Nadodrzu ale ja mam chociaż Nadodrze i ono mnie chce i kocha...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz