sobota, 7 lutego 2026

"Jedzcie co Wam podadzą"-(Łk 10,8) czyli darowany Koń z Valony jakiemu nie zagląda się nigdy w zęby

 Ja nie jestem wierząca ale odkąd miałam wyjechać do Poznania a ostatecznie znalazłam się gdzie indziej ale na dzień dzisiejszy nie napiszę jeszcze w jakiej miejscowości działam ze swoimi działaniami ale odkąd usłyszałam jak ksiądz w telewizji na kazaniu wymówił takie słowa jak:

"„Do jakiegokolwiek miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą. Uzdrowicie tam chorych i powiecie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże” (Łk 10,8-9)"

Te słowa od razu przypomniały mi moją sytuacje życiową. Chciałam jechać do Poznania, wyjeżdżałam do Leshna (2016), Kalisha (pierwsze próby wyjazdu tam to 2018 rok a potem w 2019 i w 2020 a na samym końcu udało mi się tam zahaczyć od października 2024 do września 2025), Brzegu (w 2018 roku) jak i nie dojechałam też do innych miast typu Katowice (2024) czy Kraków (2025). Jechałam ale nie jadłam tego co mi podano i próbowałam też jeśli się z czymś nie zgadzałam bo miałam własne zasady to mnie po prostu wyrzucano stamtąd a teraz gdy natrafiła mi się okazja-już nie wybrzydzam i darowanemu koniowi nie zaglądam do gęby.

Idę przez życie śmiało i cieszę się tym,że ktoś mi w ogóle dał szansę bym mogła działać w jego rejonie. Na ten moment czekam na rozwój wydarzeń i nie opiszę czego tam szukam i gdzie szukam. Myślałam nawet jeśli jestem w rejonie mego dawnego znajomego-Prokopa podać mu dłoń w kwietniu tego roku na zgodę ale nie mam z nim kontaktu już a i on nie chce mnie znać. Chciałam się nawet ostatnio pożalić Fance, że jest u mnie jak jest teraz ale nie będę narzekała-może być gorzej.

A co do zdrowia byle by dopisało i mi oraz mojej matce jaka ze mną jeździ do tegoż miejsca jakie zapragnęłam odwiedzać i byłabym losowi wdzięczna gdybym mogła jeść kebab albo pizzę ale muszę jeść to co mi podano i głosić nie Słowo Boże ale chcę pokazać światu, że umiem wykorzystać daną mi szansę. Jeszcze na ten moment nie opiszę co dobrego mnie spotkało ani jakie miałam już pierwsze przeszkody ale jest ok i niech idzie dalej w świat to co działam.


Jest nadzieja,że tym razem mi się uda. Jest nadzieja, że nie będę płakać jak poprzednimi razami albo, życzcie mi aby nie odesłali mnie z powrotem do Wrocławia jak to czyniono w Leshnie czy w Kalishu. No i oczywiście ja żyję sobie jak ten żeglarz jaki podróżując po różych terytoriach wodnych czy też morzach napotykał rózne sztormy i przeszkody na swej drodze by móc teraz gdzieś osiąśc na stałe i zacumować swój okręt... Jestem pełna nadziei,że mi się wszystko uda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz